Nauka jazdy konnej
Kawiarnia i imprezy

Okolica

      Miejscowość Korzkiew. Na północno-zachód od Krakowa rozpościera się sławna cudami natury dolina Prądnika, czarująca fantastycznymi ugrupowaniami skał z wapienia upajająca, poszumem i balsamiczną wonią swych borów, przykuwająca balsamem wspomnień dziejowych. Wejścia do onej doliny strzegą dwie strażnice: z jednego krańca zamek w Pieskowej Skale, który cudem ostał się burzom i nawałnicom, z drugiego, wysoko nad gościńcem, wiodącym z grodu wawelskiego - poszczerbione mury zamku w Korzkwi.

      Dziwnym wydaje się fakt, że - podczas kiedy w letnie miesiące dla zwiedzenia doliny Prądnika przybywają liczne wycieczki zbiorowe, kiedy rojno jest i gwarno w Pieskowej Skale i Ojcowie - Korzkiew nie wiadomo dlaczego, najniesłuszniej zapomniana, stale przez wszystkich bywa pomijaną. A przecież ten uroczy zakątek, o 12 km od Krakowa odległy, godny jest, ażeby go poznać i podziwiać. Otulony krzewami kaliny i dzikiej róży, przysłonięty koronkowym cieniem białoramiennych brzóz i sosen, zniszczony zameczek korzkiewski sterczy nad doliną; u stóp jego rozpościera się biały parterowy dworek, strzeżony po obu stronach ganku przez dwa starożytne, wbite w ziemię moździerze. Na sąsiedniej górze, z pomiędzy topoli cmentarza, wychyla się biały, schludny kościółek, a nieopodal w sadzie, widnieje starannie utrzymana plebania.

W dolinie u podnóża zamku, płynie skromny strumyczek, Korzkiewka czyli Korzkiewica, dawniej Bieśnicą zwany, łączący się nieopodal z wartkim Prądnikiem. Lecz któżby poznał po tych nikłych potokach owych potężnych niegdyś twórców dolin, którzy w prawiekach z hukiem i trzaskiem niosąc swoje wody i prując skalne łono, żłobiły sobie koryto?

Pośród starannie utrzymanych sadów nad brzegami Korzkiewki i Prądnika stoją rzędem ukwiecone, słomą kryte chaty; oszczędziła je wojna, przeciągając tamtędy. Ocalały nawet owe lepianki nędzne, które niby gniazda jaskółcze, do skalnej przytwierdzano ściany, i te chałupy, które jakoby przed niebezpieczeństwem do grot się schroniły i jedną zaledwie stronę z nich wyzierają.

      Na trudno dostępnej skale mieściło się siedlisko ludzkie od czasów zamierzchłych. Gródek w Korzkwi należał do łańcucha twierdz, które stanowiły pas graniczny między państwem lechickim a wielkomorawskim czy czeskim, a które w czasie wojny Bolesława Chrobrego z Czechami i zajęciem Krakowa około 999 r. odegrały ponoć wybitną rolę, potem zaś stały się linią obronną, zasłaniającą nową stolicę od północnych i zachodnich wrogów.

Aczkolwiek lud okoliczny wymawia nazwę, "Gorzkiew", jakoby od wyrazu "gorzki" pochodzącą, to jednak w najdawniejszych dokumentach nazwa ta brzmi: Korzkyew, Korzegwia i Koscow. W żadnym jednak razie nie należy pisać "Koszkiew" jak to czynili pisarze XIX w.

Górę Korzkiewską "wraz z polami" sąsiednimi nabył w 1352 r. od braci Przybysławskich Jan z Rudna, herbu Syrokomla, a wybudowawszy na miejscu dawnego gródka zamek, osiadł w nim, przybrawszy nazwisko "Korzkiewicki". Potomkowie jego słynęli z męstwa i pobożności. Najbardziej z nich wsławili się: Jaśko Zaklika, starosta ojcowski, pogromca Krzyżaków pod Koronowem, oraz Jakub, biskup płocki. Wybudowali Korzekwiccy na sąsiedniej górze drewniany kościółek, w którym zawiesili dzwon, odlany w r.1390. Po wygaśnięciu tego rodu Korzkiew przeszła do Hanka i Jana Wojewódków, h. Ostoja.

Powiada stare podanie, że jeden z panów Korzkwi napadnięty został w lesie przez rozjuszonego tura i że tylko zawdzięczając córce kmiecia Golanka, pięknej Jadwidze, cało wyszedł z opresji, a wybawicielkę swą przez wdzięczność za żonę pojął. Głaz, którym pono Golanka zabiła tura, przetrwał do dnia dzisiejszego między Korzkwią a Grębynicami i nosi nazwę Turkowca.

      W XVI w. nabywa dobra korzkiewskie Szymon Szaniawski - Ługowski, biskup przemyski, dla braci swych Ługowskich, z których Aleksander, starosta lelowski, ożeniony z Jordanówną, wzniósł na miejscu zgorzałego kościółka murowany w r.1623. Zdobyty przez wojska szwedzkie (w r. 1655) przechodzi potem zniszczony zameczek wraz z przylegającymi doń włościami drogą spadku do skoligaconego kilkakrotnie z Ługowskimi rodu Jordanów, h. Trzy Trąby, wywodzących się ze starożytnego Rzymu. Michał Jordan, pułkownik wojsk koronnych, wojewoda braclawski, pan możny, był zaciętym wrogiem króla Augusta II, przed którym nie ugiął się nigdy. Upodobawszy sobie posiadłość swą pod Krakowem, wśród pysznych lasów, obfitujących w grubego zwierza, wybudował on na miejscu grodu Korzkiewickich i Łukowskich piękny zameczek myśliwski w stylu włoskiego odrodzenia.

      Most na arkadach oraz niewielkich rozmiarów brama z kamienia ciosanego wiodły na podwórzec zamkowy, osłonięty podwójnym murem: pierwszy niezwykłej grubości z kamienia łamanego, podparty silnymi przyporami czyli skarpami, drugi cieńszy z cegły, zakończony był u góry blankami. Przy bramie znajdowały się pomieszczenia dla straży i służby, na wprost bramy budynek zamkowy, a z dwóch skrzydeł w klamrę zestawiony - jak wieść gminna niesie - trzy miał kondycje. Drzwi żelazne kute, piaskowcem obramienione, zdobił supaport czyli nadporoże z rzezanymi w ciosie herbami właściciela. Nad drzwiami wejściowymi wznosił się ganek, spoczywający na dwóch kamiennych, rzeźbionych słupach. Cały budynek, z cegły palonej, był tynkiem pokryty.Sień wejściowa oraz jedna z izb na parterze zachowała dawne sklepienie, inne zaś posiadały sufity belkowane,tj. powały, podparte modrzewiowymi, artystycznie rzeźbionymi belkami. Okna pięknie profilowane, drzwi wewnętrzne żelazna blacha obite, zdobiły supaporty subtelnie rzezane w czystym włoskim stylu. Urządzenie izb cechowała prostota. Mając na uwadze szczupłość budynku, zastawiono komnaty najniezbędniejszymi jedynie sprzętami o wysokiej wartości artystycznej. Pod zamkiem, w izbie sklepionej, mieściła się kuchnia. z lochów piwnicznych prowadziło przejście podziemne daleko poza obręb zamku. na dziedzińcu studnia, w skale kuta, sięgała dawnych czasów. Górę zamkową łączył z kościołem rzemienny most, nad doliną zawieszony.

Młody król, August II, przejednawszy zaciętego w gniewie Jordana, zjechał doń na łowy wraz z licznym, strojnym dworem swoim. Przez trzy dni i noce trwało polowanie w kniejach okolicznych, rozlegał się odgłos trąb i moździerzy, ucztowano w komnatach, pijąc zdrowie gości modnymi podówczas monstrualnej wielkości Wilkomenami, mogącymi pomieścić do dwóch garncy miodu czy wina. Gdzie jednak pomieścił się liczny dwór królewski oraz goście, z okolic przybyli - domyślić się trudno. Ale musiano sobie jakoś radzić.

Po śmierci Michała Jordana, w r.1739, objął posiadłości jego syn, z drugiej żony, Anastazji Myszkowskiej, Adam, kasztelan wojnicki, generał wojsk polskich, który w ciągu 50 lat procesował się z Wielopolskimi z Pieskowej Skały o ordynację Myszkowską, lecz zmarł bezpotomnie, nie doczekawszy się rezultatu procesu.Korzkiew nabyli od sukcesorów Wesslowie, odstąpili jednak niebawem Jakubowi Wodzickiemu. Ten - jak głosi napis ma tablicy marmurowej, na zewnętrznym murze kościół umieszczony - "nie ubiegał się za blaskiem urzędów", jednak "łaskawy był dla służby, szczodrobliwy dla ubogich". Wdowa po nim, Eleonora z Dembowskich, utrzymywała zamek starannej, lecz wobec trudnego doń dostępu i szczupłych jego rozmiarów, przebudować kazała owczarnie na dwór i w nim na stałe osiadła. Tam podejmowała ona gościnnie Franciszka Wężyka, autora poematu opisowego "Okolice Krakowa" oraz Klementyna Tańską. zaś między rokiem 1833 a 37 przebywał w Korzkwi w roli nauczyciela domowego znakomity filozof, Józef Kremer.

Aczkolwiek goście p. Wodzickiej bardzo ją w pismach swych wychwalali, jednakże cokolwiek odmienne światło rzuca na nią i jej męża sprawa, jaka wytyczył "dziedziczce i kolatorce" Korzkwi sędziwy pleban, ks. Stanisław Mędrzycki, któremu - wedle brzmienia listu z roku 1817, a przechowywanego na plebanii - "w głodzie umrzeć przychodzi". Nikt po jego śmierci parafii objąć nie chciał, przeto przez kilka lat "obieżaną była". Dopiero zmuszona koniecznością, zobowiązała się p. Wodzicka do dobudowy kościoła i pleban oraz wyznaczenia odpowiedniej pensji i ordynarni na rzecz plebana - w r.1828. (akt zawarcia komplanacji znajduje się w archiwum kościelnym). Kto wie zatem, czy owa wieść gminna o owym panu sknerze i skapcu, co licząc z chciwości ziarna w kłosach, spadł ze skały nazywanej z tego powodu łaskawcem) i poniósł śmierć na miejscu, nie jest związana z dziedzicem, którego "szczodrobliwość" na nagrobku uwieczniono.

Po śmierci p. Wodzickiej nabył Korzkiew dr Sedlemeyer, ożeniony z wdową po Tadeuszu Czackim, od niego zaś przejął p. Wieliczko, sprzedając niebawem p. Bystremu- Badeniemu. Ten, odrestaurowawszy zaniedbany budynek urządził weń spichrz. (Wtedy zapewne zniesiono owo II piętro). Wśród worków zboża, młóconego w dawnych salach magnackich, poczęły się gnieździć szczury, które po nocach istne orgie wyprawiając, wydawały niemiłe odglosy. Stąd poszła wieść, że na zamku straszy, albowiem dawny pan zakopał tam skarby. To też znależli się śmiałkowie, którzy korzystając z nieobecności, później ze śmierci właściciela, odrywali podlogi, kopali w podziemiach, rąbali belki rzeźbione, lecz skarbów nie znaleźli.

W roku 1897 część rozparcelowanych dóbr, liczących 3500 morgów, a mianowicie: zamek, park, dwór i zabudowania, ogółem 100 morgów - nabyła pani Giustiniami oraz pan Karol Guziński. Mimo szczerych chęci, zamku jednak nie odrestaurowali. Aczkolwiek, według orzeczenia komisji, która w 1921 r. z ramienia Ministerium Sztuki zwiedziła zamek, mury są dobrze zachowane i można by je odbudować, a gmach mieszkalnym uczynić.Powiadają, że we dworze straszyło; podobno portret śp. pani Badeniowej robił dywersję. Kiedy wreszcie rodzinie odesłano - strachy ustały.

Kościółek, o którym w protokole wizytacji z roku 1836 powiedziano, że był kształtu "okrągło-podługowatego", a w 1853 groził zawaleniem. Odbudowany w 1859 przetrwał po dzień dzisiejszy. Przed sześciu laty piorun uderzył w wieżę, porysował mury i spalił zakrystię. dzisiejszy pleban, ks. Stanisław Serwich czuwa nad kościołem, który posiada kilka obrazów dobrego pędzla oraz piękny, rzeźbiony w drzewie, złocony ołtarz. Archiwum kościelne jest bardzo ubogie, dokumenty zaś odnoszące się do zamku - przepadły. Tradycja mówi, że złożono je w Bibliotece Jagiellońskiej, lecz ich tam znaleźć nie mogłam.

I tak - rozsiadłe na dwóch sąsiednich górach, spoglądają ku sobie: zniszczały zamek, bez dachu i okien, z którego, od czasu do czasu oderwie się cegła i z głuchym trzaskiem i szelestem stoczy się po urwisku i z pluskiem spocznie na kamiennym łożysku strumienia - na drugiej schludny kościółek, w którym z wieżycy odzywa się dzwon, Królowej Jadwigi pamiętający czasy... Oby dzwięk tego dzwonu popłynął po falach Korzkiewki i Prądnika ku Matce Wiśle, a z nią poprzez wszystkie Ziemie Rzeczypospolitej... Oby doleciał do uszu tych, którym drogie są cuda i pamiątki ziemi ojczystej... Oby tłumnie podążyli w zapomniane korzkiewskie strony, wspólnymi siłami dźwignęli z ruiny gródek, który przez tysiąc lat był strażnicą doliny Prądnika.

Źródło: Emila Sukertowa - "Korzkiew", Wiadomości Lokalne Gminy Zielonki.

2010-03-23 ZAPRASZAMY NA JAZDY ! ! !
Oferta dla szkół i przedszkoli
Obozy jeździeckie
Wycinki prasowe
copyright 2007-2008 by BOTOJA Millenium Studio
projektowanie stron internetowych